A zdarza się wam tak na przykład, że klikacie sobie wieczorem w trailer „Jackie” z Natalie Portman, zajmuje was temat i za chwilę robi się piąta nad ranem, światło dnia nieśmiało wlewa się przez szpary między roletami, a wy kończycie właśnie oglądać filmik, na którym gruby nerd siedzi w fotelu i szczegółowo analizuje trajektorię lotu kuli, która zabiła Kennedy’ego? W międzyczasie oczywiście zaliczyliście dokument pełnometrażowy o spisku J.Edgara Hoovera i mafii, trochę krótkich metraży, zbanowany przez History Channel odcinek o „magicznym pocisku” z Dallas, kilka artykułów o konflikcie JFK i Lyndona Johnsona, nagranie Zaprudera w trzech wersjach oraz wszystkie dostępne zdjęcia z sekcji zwłok prezydenta na Pintereście. W środku nocy nic nie ma takiej siły ssania jak teorie spiskowe.

natalieportmanjackie

Natalie Portman, screenshot z filmu „Jackie”

Wszystkie dobre teorie spiskowe są jak typowy Ryan Gosling. Uwodzą jednym zdaniem. Sprawiają, że miękną ci nogi. Jak to możliwe, że Boeing 737 zostawił w Pentagonie dziurę wylotową o średnicy pięciu metrów? Dlaczego na tych zdjęciach z rzekomego Księżyca niebo jest czarne, a flaga powiewa? Co z tą niewyjaśnioną śmiercią Kubricka? I czy naprawdę mamy uwierzyć, że skuteczny zamach na jedną z najlepiej chronionych osób na świecie przeprowadził samotny wariat, który nawet nie umiał wytłumaczyć dobrze swojej motywacji i sam zginął dzień po schwytaniu? Huh? HUH? No nie wiesz, co odpowiedzieć. Jąkasz się i ślinisz, a mózg się gotuje. Konspiracja przeciwko Kennedy’emu to królowa teorii spiskowych. A to dlatego, ze wszystkie jej iteracje i wariacje – przy tej ilości wrogów, jaką miał w rządowych strukturach prezydent – brzmią na swój sposób wiarygodnie. Napisano o tym około dwóch tysięcy książek i sto razy więcej artykułów. Ktoś policzył, że oprócz samego Lee Harveya Oswalda o maczanie palców w zabójstwie Kennedy’ego nieoficjalnie oskarżono po nazwisku łącznie 215 ludzi.

Szantażowany nagimi fotkami i sam otwarcie skłócony z prezydentem na tle kwestii wolności obywatelskich, legendarny i wszechpotężny szef FBI J.Edgar Hoover miał wspomóc chicagowską mafię w zamachu i tuszowaniu dowodów. Pamiętamy ten głęboki oddech i zaciętą minę Leonardo DiCaprio po odebraniu telefonu na temat zamachu w trochę zapomnianym już „J.Edgarze” Clinta Eastwooda. Wojsko miało to załatwić, bo JFK rzekomo rozważał wyciągnięcie Amerykanów z Wietnamu. Wiceprezydent Johnson, którego prezydent marginalizował, miał na dzień przed zamachem przechwalać się lekko wypity na imprezce, że od jutra rodzina Kennedych już go nigdy więcej nie zawstydzi. CIA miało pociągać za sznurki, ponieważ Johnny rozważał rozwiązanie agencji po serii kompromitujących akcji jak próby zabicia Fidela Castro (jest na temat tych porażek świetna książka pt. „Dziedzictwo popiołów” Toma Weinera). Ta ostatnia hipoteza brzmi tym bardziej wiarygodnie, że były szef wszystkich tajniaków Allen Dulles znalazł się potem w Komisji Warrena, która przeforsowała teorię samotnego strzelca jako oficjalną wersję wydarzeń.

LEONARDO DiCAPRIO as J. Edgar Hoover in Warner Bros. Picturesユ drama メJ. EDGAR,モ a Warner Bros. Pictures release.

Leonardo DiCaprio, screenshot z filmu „J.Edgar”

Tylko problem z teoriami spiskowymi jest taki sam jak z wieloma barowymi krasomówcami o twarzy Goslinga. Jak już minie oczarowanie początkową gadką i zaczniesz wchodzić w szczegóły, to wszystko się sypie. I widzisz już tylko psychozę i zaborczą paranoję. Okazuje się, że do udziału w zamachu przyznawali się nie tylko ludzie chicagowskiej mafii, ale także tej z Miami, Nowego Jorku, Nowego Orleanu… Przechwałki miękkiej pałki. Okazuje się, ze Kennedy wcale nie chciał natychmiastowego przerwania działań w Wietnamie, tylko szukał rozwiązania w porozumieniu z dowództwem wojskowym i analitykami. Lyndon B. Johnson nigdy nie był nawet na wspomnianym przyjęciu, a rzekomy cytat z niego jest kompletną bujdą. CIA i prezydent rzeczywiście byli na kursie kolizyjnym, a Dulles był u Warrena. Ale co w takim razie z pozostałymi członkami Komisji? Co z Prezesem Sądu Najwyższego? Zwykłymi kongresmenami z Partii Demokratycznej i Republikańskiej, którzy badali dowody, tygodniami wysłuchiwali świadków i analizowali relacje? Dlaczego nic nie znaleźli? Czy wszyscy zostali zmanipulowani, zastraszeni lub zaszantażowani? Dlaczego po tylu latach nie wypłynęły żadne wiarygodne nowe dowody? Dlaczego nikt się do niczego nie przyznał, oprócz tego kolesia z Secret Service, który na łożu śmierci miał coś mgliście wyznać Oliverowi Stone’owi?

Zajmujący się sprawą przez wiele lat dziennikarz Roscoe Drummond nazwał tę konspirację tak zawiłą i angażującą, że gdyby była prawdziwa, to szybko zapadłaby się pod własnym ciężarem. Teorie spiskowe mają to do siebie, że pękają w szwach, kiedy przestajesz szukać dziur w oficjalnej wersji zdarzeń i zaczynasz układać w ciąg alternatywną wersję. Możesz więc, podobnie jak dzielna dziennikarka Nina w „Smoleńsku”, dać się uwieść intrygującym poszlakom, magii „logicznego myślenia” i uwierzyć, że „Wszyscy Byli w To Zamieszani” albo pójść po brzytwie Ockhama i przyjąć dla spokoju, że prezydenta Kennedy’ego zabił obłąkany facet złapany z dymiącą bronią w ręku, który miał dostęp do okna z czystą linią strzału. Podobnie jak na śmiertelnie poważne pytania komisji Macierewicza, na wątpliwości na temat lotu „magicznej kuli” wiarygodną odpowiedź przynosi fizyka. Wystarczy wziąć pod uwagę ruch wiatru, różnice w wysokości foteli w samochodzie, odpowiedni ruch siedzącego z przodu Gubernatora Connally’ego, złudzenie optyczne klatki 313 filmu Zaprudera i rany wlotowe i wylotowe już się zgadzają z trajektorią pocisku.

kevincostner

Kevin Costner, screenshot z filmu „JFK”

Argumentacja nie zabiła jeszcze żadnej teorii spiskowej. Taką moc ma tylko czas. Z czasem ci spiskowi krasomówcy przenoszą się z wystawnego lokalu, czyli z poziomu sporu politycznego, do podziemia, czyli świata popkultury, żartów i dyskusji na Reddicie. Jeden z moich ulubionych ironicznych cytatów na ten temat pada niespodziewanie w niesłynącym z dobrych dialogów, ale rozrywkowym i pulpowym serialu „Prison Break”. William Fitchner rozmawia ze swoim przełożonym o sprzątnięciu zabójcy-kozła ofiarnego zaplątanego w Wielki Rządowy Spisek:

Kim: Pozwól mu być swoim Oswaldem.

Mahone: Więc ja jestem waszym Jackiem Rubym?

Kim: Jack Ruby działał sam. Ty masz poparcie całego amerykańskiego rządu.

Ale to nielogiczne, żeby zabójca Kennedy’ego Harvey Lee Oswald i zabójca Oswalda Jack Ruby działali na własną rękę, skoro tylu potężnych ludzi miało powód i możliwości, żeby zaaranżować spisek, prawda?

Prawda?

Może to wina literatury. Zakładamy, że jak klasycznym kryminale każdy element musi służyć fabule. Wszystko musi się składać w całość. Może to kwestia wiary. Benedict Anderson we „Wspólnotach wyobrażonych” stawia na przykład tezy, że nacjonalizm, na sercu którego leży wiele żywotnych teorii spiskowych, to dziecko wiary nakruszonej postępowymi ideami oświecenia. Myśl naukowo-postępowa ma tę słabość, że wszystkie Najważniejsze Pytania („Dlaczego na świecie jest tyle cierpienia?” na przykład) pozostawia ze wzruszeniem ramion. Myśl religijna i nacjonalistyczna przekształca zawsze nieuchronność w ciągłość zdarzeń, a przypadkowość w sens, celowość i przeznaczenie. Zabitych w poległych w wyniku spisku.

Widzimy na historycznym nagraniu Zaprudera jeden niepasujący element – człowieka z czarnym parasolem w niezwykle słoneczny dzień – i już szukamy logicznego wyjaśnienia. Przez rozłożenie parasola dawał sygnał strzelcowi. Albo miał tam ukrytą strzałkę ze środkiem zwiotczającym mięśnie, która pierwsza dosięgła gardła prezydenta, czyniąc go bezbronnym.

Na pewno widzieliście to nagranie przynajmniej raz. I pewnie przegapiliście jeden zagadkowy element. Albo po prostu nigdy się nad nim nie zastanawialiście. Co właściwie Jackie Kennedy robi na bagażniku kilka sekund po zamachu? Próbuje uciec z samochodu? Pomaga wciągnąć do środka agenta ochrony? Żadne z tych wyjaśnień nie znajduje potwierdzenia w jej zachowaniu widocznym na samym filmie.

hd-aspect-1481053389-zapruder-still-kennedy-assassination

W trakcie przesłuchań Jackie wytłumaczyła, że po tym, jak kula trafiła głowę jej męża była w takim szoku, że w pierwszym odruchu chciała pozbierać z bagażnika kawałki jego czaszki i mózgu, żeby odłożyć je na miejsce i wszystko naprawić.

Niestety, nie wszystko zawsze składa się do kupy. Nie wszystko w ludzkim zachowaniu ma sens i zgrabne, logiczne wyjaśnienie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 komentarze

2 komentarze

  • Sylwia Rohde says:

    Aż się jeszcze prosi, żeby dopisać ze świeższych historii teorie spiskowe o zaginięciu Ewy Tylman. Sam Detektyw „Prostokąt” Rutkowski wiódł w rozpowszechnianiu ich prym, elektryzował publikę swoimi konferencjami nagrywanymi chyba w piwnicy. Podgrzewając co kilka dni emocje, tworząc co nowsze teorie, gdzie ona się może znajdować. A według niego znajdowała się wszędzie tylko nie w wodzie. Gdy tylko wyłowiono Ewkę z Warty, to pierwsze co Prostokąt wystąpił przed kamerami TVN24 oraz innych PolsatNewsów, i powiedział z wrodzoną sobie skromnością „przecież od razu pierwszego dnia mówiłem, że ona tam jest w rzece!”.

  • Joanna Hoły says:

    Świetny tekst. Aż mi wstyd, że jakoś umknął mi wcześniej i przeczytałam go dopiero dzisiaj!

    Ja myślę, że za zabójstwem Keneddy’ego stali Reptilianie, którym pomagał Magneto. Acha, a ta dziwna trajektoria kuli to wzięła się stąd, że Ziemia jest płaska. Nie wspominając już o tym, że JFK na pewno by nie umarł, gdyby go w dzieciństwie nie zaszczepili.

    A tak na serio, najgorsze w teoriach spiskowych jest to, że dawniej na ich temat rozmawiały głównie wąskie grupy wtajemniczonych „pasjonatów”, a teraz, za sprawą internetu rozprzestrzeniają się one jak wirus. Goebbels mówił, że „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” i obawiam się, że w pewnym momencie dojdziemy do tego, że status „prawdy” zyskają właśnie takie teorie. Które nie dość, że są powtarzane stanowczo za często, to na dodatek ich zwolennicy są głośniejsi od ludzi rozsądnych.

    PS. Felieton dostaje ode mnie +10 punktów do fajności za to, że został w nim wspomniany William Fichtner. I drugie tyle za wzmiankę o agencie Mahone. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *