Jaka niewyraźna może być granica między przypadkową zbieżnością, inspiracją a plagiatem, pokazano fajnie w odcinku „The Good Wife”, w którym nawet analiza matematyczna notacji muzycznej nie pomogła niemuzykalnemu sędziemu rozstrzygnąć sprawy o kradzież melodii.

Słuchałem ostatnio jednej z tych niefrasobliwych playlist podtykanych przez Spotify, które przypominają moje wyobrażenie o repertuarze Radia Zet. Kończy się utwór „Cheap Thrills” Sia i pięć sekund później maksymalizuję z irytacją okno playera, żeby wyjaśnić, czemu znowu drugi raz puszcza mi tę samą piosenkę. Ale okazuje się, że to już „Shape Of You” Eda Sheerana, zupełnie inny hit z eteru, ale intra identyczne jak dwa miauknięcia kota. Przypału w muzycznym świecie i oskarżeń o przywłaszczenie intelektualnego mienia jednak w tym przypadku nie było, skończyło się na konkluzjach, że jeden kawałek jest artystycznym echem drugiego czy coś.

Przypał zrobił się za to z piosenką „Get Free” na ostatnim albumie Lany Del Rey, którą menedżerowie zespołu Radiohead oskarżyli, „proszę panią, ona ściąga”, o bezczelną zrzynę z ich breakout hituCreep„.

Może to dlatego, że kiedy próbuję zanucić z pamięci jakąkolwiek piosenkę, to w każdym wypadku wychodzi coś między „Cicha noc” a Bogurodzicą, ale tu podobieństwa akurat nie słyszę, choć wierzę na słowo. Witz polega na tym, że z powodu piosenki „Creep” z zespołem Radiohead szarpał się już o kopyrajty zespół The Hollies, utrzymując że przebój z 1992 roku jest kopią ich przeboju z 1974 roku „The Air That I Breathe„. Po groźbie procesem Albert Hammondowi i Mike Hazlewoodowi z The Hollies przypisano credit.

Nie wiem, jak przebiega muzyczny proces twórczy, czy nowe bity płyną z komórki w tej samej półkuli mózgu co myśli i zamiary niecne, ale takie mniej i bardziej oczywiste pożyczenia melodii są w muzyce na tyle częste, że nie obradzają nawet newsami, bo rzadko kończą poza zaciszem prawniczych gabinetów.

Większość słyszała o jumie piosenki Marvina Gaye przez Robina Thicke’a i Pharella, bo akurat przesądziła tu ława przysięgłych. Mniej osób kojarzy, że The Verve bulił The Rolling Stones za kradzież podkładu do bardzo rozpoznawalnego kawałka „Bittersweet Symphony„. To z plagiatów powstają potem najzręczniejsze mashupy.

W większości z tych przypadków prawnicy twórców przekazują sobie przez biurko karteczki z kilkoma zerami i robi się po sprawie, ale ludzka drama rodzi się, kiedy popularność plagiatu wielokrotnie przekracza oryginał. Wszyscy na świecie znają motyw przewodni z „Pogromców duchów”, ale kto zanuci nieco starsze „I Want A New Drug” Hueya Lewisa? Podpowiem, że brzmią całkiem podobnie…

Czy można w ogóle obiektywnie oddzielić plagiat od nieświadomej kradzieży? George Harrison utrzymuje, że piosenka „He’s So Fine” grupy Chiffons nawet nie przeszła mu przez myśl, kiedy komponował „My Sweet Lord„. Nikt nie podejrzewałby Beatlesa o kłamstwo, prawda, ale przed wyrokiem sądu i tak go to nie uchroniło.

Mój ulubiony przykład bezkompromisowego muzycznego jumactwa pochodzi jednak z Polski. Taka sytuacja: kilka lat temu oglądam odcinek „The Shield” i nagle w dramatycznym zakończeniu zaczyna grać znajoma nuta z klawisza pianina. Tu um tu ti tum tu tu tuum. W niejakim szoku czekam na wydukane beznamiętnym głosem słowa „Ile dałbym, by zapomnieć cię…”, ale zamiast tego rozbrzmiewa wokal Eda Kowalczyka z grupy Live. Do dziś włączam tę piosenkę ludziom i czekam na reakcje.

A tak 15 lat temu na nieśmiałe sugestie kradzieży reagował zespół Jeden Osiem L:

„Utwór »Jak Zapomnieć« powstał mniej więcej rok temu w naszych głowach. Początkowo był sam refren, potem Siwy z Łukaszem dopisali słowa i wrzucili je do szuflady, z myślą, że kiedyś powstanie taki bit, który dopełni całości. Kawałek nagraliśmy w studio i umieściliśmy na swojej debiutanckiej płycie. Dziś możemy z pewnością powiedzieć ze utwór »Jak Zapomnieć« odniósł wielki sukces. Słowa: »…ile dałbym by zapomnieć Cię« są na ustach milionów Polaków. Podstawą tego sukcesu z całą pewnością nie jest bit z 6 sec loopem a słowa i przekaz w nich zawarty. Świadczą o tym setki maili jakie dostajemy w tej sprawie. Owszem jest to zapożyczenie fragmentu pianina, jednak został on przez nas zmodyfikowany i nie oddaje całkowicie oryginału. Jesteśmy przekonani, że gdybyśmy użyli innego loopa, to utwór odniósłby identyczny sukces.

Są plagiaty, są inspiracje i jest taka słodka bezczelność.

 

 

Dodaj komentarz